piątek, 17 czerwca 2016

WrocLOVE

Jak już pewnie zdążyliście zauważyć, pociągi całkiem nieźle sprzyjają mojej twórczości blogowej. Może niekoniecznie chodzi tu o pociągi, a najzwyczajniej w świecie o nudę, która towarzyszy mi podczas podróży. Korzystając z tego, że znajduję się akurat właśnie w pociągu, chciałabym podzielić się z Wami pewnym wrażeniem. Niektórzy z Was być może już to wrażenie poznali. Zamieszkałam we Wrocławiu dokładnie dwa lata temu. Pierwszy raz przyjechałam tu na wycieczkę w II liceum. I się zakochałam. I tak, WIEM, często to mówię, ale musicie mi uwierzyć, że to nie była wyimaginowana miłość, która wypala się po miesiącu. Od razu wiedziałam, że to właśnie tutaj zamieszkam w przyszłości. Mój związek z Wrocławiem wypalił się mniej-więcej po półtorej roku. Nie raz przeszło mi przez głowę aby go rzucić. Ciągle się gdzieś spieszył, był kłótliwy, zbyt głośny i niezwykle rozczarowujący pod pewnymi względami. Stał się dla mnie ogromną pętlą tramwajową, do której nigdy nie mogłam dobiec na czas. Nie mogłam jednak przecież rzucić studiów, spakować walizek i z kotem pod pachą szukać sobie nowego miejsca na ziemi. Pomoc przyszła wraz z przyjazdem mamy. Jak pewnie niektórzy z Was już wiedzą, moja mama jest nauczycielką, więc do Wrocławia przyjechała razem z trzema tuzinami dzieciaków. I odkryłam Wrocław na nowo. Znów byłam tylko turystką, nie mieszkańcem. Wchodziłam do miejsc, które normalnie bym ominęła. Ba, na które nawet bym pewnie nie spojrzała. Słysząc zachwyty mojej mamy nad widokami, na które ja kompletnie nie zwracam już uwagi, zdałam sobie sprawę jaką jestem szczęściarą, że ten Wrocław mam. Wrażenie, które mam na myśli, jest tym zdziwieniem, które odczuwacie gdy ktoś "obcy" zachwyca się miejscem, które Wam już najzwyczajniej w świecie spowszedniało, które jest dla Was czymś zwyczajnym, codziennym. Czymś, czym przestaliście się zachwycać już dawno temu. Postanowiłam więc pogodzić się z Wrockiem. Zaczęłam bardziej doceniać, zatrzymywać się choć na krótką chwilę na każdym moście i wychodzić częściej, chociażby po to, by położyć się na moment w parku na trawie. I już nie narzekam, bo piękny ten mój Wrocław.

















fot. mama

2 komentarze:

  1. Oj Soniu, trzeba było powiedzieć, że masz takie odczucia, bym Ci pokazała moim zdaniem najbardziej fascynująca część Wrocławia

    OdpowiedzUsuń