sobota, 28 maja 2016

Mom

Do napisania dzisiejszego posta zainspirował mnie odrobinę Dzień Matki, który obchodziliśmy przedwczoraj. Konkretniej, główną jego inspiracją jest moja osobista mama, a raczej to, w co się ubierała będąc w moim wieku. Podczas ostatnich zakupów z Wioletką, rzuciły mi się w oczy pewne jeansy. Pomimo dość skromnego budżetu, którym tego dnia dysponowałam, postanowiłam je przymierzyć (ja się lubię tak emocjonalnie podziargać). Niestety, najmniejszy dostępny rozmiar wciąż był na mnie o wiele za duży. A w zasadzie o tyle, że mogłaby się w nie wcisnąć druga Sońka, gdyby się mocno postarała. Tak zazwyczaj wygląda mierzenie jakiejkolwiek pary spodni (nie znajdujących się na dziale dziecięcym), gdy jest się wzrostu krasnala ogrodowego. Takiego, który siedzi w dodatku. Z drżącym sercem odłożyłam spodnie na sklepowy wieszak. Umęczona jednak stałą chęcią kupowania, postanowiłam zamówić je online. I spodnie przyszły. Wciąż za duże, wciąż wspaniałe. Dotarło do mnie wówczas, że kompletnie nie ma dla mnie znaczenia, że wyglądam w nich jak rolnik w spodniach po starszym bracie. Czułam się w nich fantastycznie, lekko i nawet w miarę atrakcyjnie (dla średnio wybrednych). Jednak patrząc na siebie w lustrze, męczyła mnie jeszcze jedna myśl. Gdzieś już to widziałam. Nie na modelce z wybiegu, na blogerce czy szafiarce, ani na tych inspirujących fotkach z Tumblra czy Pinteresta. I wtedy mnie olśniło. Dokładnie ten sam outfit zobaczyłam kiedyś na starym zdjęciu mamy - szerokie jeansy z wysokim stanem, biała koszula i białe trampeczki. Po przyjeździe do domu przekopałam całą komodę ze zdjęciami, aby znaleźć to jedno jedyne. Niestety, zdjęcie pozostaje zaginione do dziś, jednakże udało mi się odzyskać dwa inne, z tym samym zestawem ciuchowym na mamie. Pamięć mnie nie zawiodła, mama na zdjęciu wygląda niemalże identycznie, jak moje odbicie w lustrze podczas mierzenia rolniczych galotek. Dzisiejszy post skłania się więc bardziej w kierunku mody, jak widać, chyba nieśmiertelnej. Dorzuciłam też do zestawienia dwie kiecki, no bo w końcu mamy lato.

♥ zachęcam do odwiedzin strony mammamija - blog prowadzony przez małżeństwo fotografów, którzy podróżują po całym świecie ze swoim pięcioletnim synkiem. Znajdziecie tam także coś na temat gotowania, wystroju wnętrz, a także mody. Ja się zachwyciłam i polecam.


Przyjrzyjcie się dobrze, dokładnie w takim wydaniu możecie mnie ostatnio dostrzec na ulicach Wrocławia. No, może poza tymi bujnymi lokami, których nie było mi dane odziedziczyć. Jednak jaka matka, taka córka :)


Nawet nazwa kroju spodni coś jakby sugerowała!






Moja letnia wersja małej czarnej - lekka, zwiewna, bardzo uniwersalna. Do tego wianek, bo przecież romantyzmu i uroku nigdy za wiele.




Tak wzorzystej sukienki jeszcze w swym posiadaniu nie miałam. W zasadzie bardzo rzadko decyduję się na kupno czegokolwiek, co jakiś wzór posiada. Jedynym wyjątkiem są nieśmiertelne paski. Ta sukienka tak mnie jednak zachwyciła, zwłaszcza swoim krojem, że kupiłam ją bez chwili zastanowienia. A, że było to w moje urodziny, to wyrzutów sumienia mieć przecież nie mogę!




Na Dzień Matki wybrałam PARFOIS - mój ulubiony sklep z akcesoriami. Ich produkty są eleganckie, dobrze wykonane i wcale nie drogie!


momfit jeans STRADIVARIUS | blouse SECOND HAND | flowercrown GLITTER | hat RESERVED | black dress H&M | dress CROPP

fot. ja

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz