sobota, 9 kwietnia 2016

Tęsknię...

Tęsknota to dość powszechna dolegliwość i zachorować na nią może każdy, niezależnie od wieku, płci, poglądów politycznych czy koloru skóry. Choroba to mocno upierdliwa i ciężko się cholery pozbyć. Nie wynaleziono żadnej szczepionki, brak opatrunków, lekarze załamują ręce. Za czym tak mi tęskno? Ostatnio za zbyt wieloma rzeczami. Za pogodą tęsknię, za chorwackim słońcem, ciężkim powietrzem Londynu, szorstkim piaskiem nad morzem, lasem, w którym można było wywrzeszczeć pomiędzy drzewami wszystkie swoje problemy i tam je pozostawić. Brak mi ciągłej obecności rodziców, brak ciasta, które robił dziadek i fartucha w kwiaty, w którym zawsze chodziła babcia (dlaczego go już nie nosi?). Tęsknię za przyjaciółką z liceum, która gdzieś mi zaginęła, za tańcem na środku pokoju, za sceną i stresem przed zawodami. Za ludźmi, którzy poszli inną drogą. Ludźmi o otwartych sercach, ciepłych uśmiechach i przyjaznym spojrzeniu. Tęsknię za Sonią z wakacji. Za jej gęstymi włosami, opaloną skórą i piegami. Tęsknienie ma jednakże dwie ważne zalety. Uczy doceniać chwile i wiadome jest, że kiedyś dobiegnie końca.

Dawno nie było mnie, więc jestem.



Pokochałam zbliżenia zaraz po tym, jak pokochałam samą siebie.







fot. Nina

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz