piątek, 15 stycznia 2016

Twenties

Musicie mi wybaczyć ostatnią nieobecność na blogu i poważne braki w udostępnianiu postów. Niestety, zbliża się koniec semestru, a to oznacza dla studenta największy koszmar - sesję. Mój kalendarz pęka od nadmiaru terminów zaliczeń, egzaminów i prezentacji, a cały ten miesiąc przypomina bieganie po polu minowym. Oprócz tego, nie jestem w stanie naładować baterii do swojej lustrzanki i nie mam zielonego pojęcia co może być tego przyczyną - czy aparat, czy ładowarka, czy baterie. W związku z całym tym fatum, nie mam dla Was niczego szczególnego. Wspierający moją twórczość współlokator, powiedział ostatnio, żebym napisała w końcu coś ciekawego, bo ciuchy go nie interesują, np. coś o samochodach albo siedzących kotach. Samochody to nie moja działka, a koty (siedzące, leżące, latające) opanowały już chyba każdą stronę internetową na świecie, więc też nie będą niczym wyjątkowym. Brakuje mi pisania, więc pochwalę się chociaż zdjęciami z przygotowań do zeszłotygodniowej imprezy. Temat przewodni - lata 20. Kompletnie nie miałam pomysłu co na siebie włożyć, a już na pewno nie chciałam wydawać pieniędzy na jednorazowe ubrania. Całe szczęście mam w mieszkaniu jeszcze trzy kobiety, które udostępniły mi swoje szafy i dzięki temu udało mi się skompletować całkiem niezły zestaw. Zdjęcia (o wstydzie) robione telefonem z racji na wspomnianą wcześniej niedyspozycję aparatu. Obiecuję, że jak tylko rozbroję te wszystkie bomby na uniwersytecie a mój aparat znów zacznie ze mną współpracować, wrócę do Was z czymś lepszym.  


Gdy tylko wstukacie w Google 'lata 20', pojawią się przed Wami zdjęcia kobiet dosłownie obwieszonych perłami. Były one podstawą i obowiązkowym dodatkiem. Więc ja też poszłam w perełki.


Mój ukochany pierścionek, z jeszcze bardziej ukochaną Audrey.


Srebrne baleriny z Parfois, które NARESZCIE miałam okazję założyć.




Czerwona szminka była modna w latach 20, jest teraz i będzie zapewne także w kolejnym milenium. Niestety, prezentuje się perfekcyjnie tylko w zestawie z idealnym uśmiechem.



Sukienka pożyczona, czarna ze zdobieniami. Moim zdaniem idealnie wpasowała się w klimat imprezy.




No dobra, macie tego kota.


Kabaretki również były obowiązkowe. I również pożyczone :)



Całość mniej-więcej tak się prezentowała.


Na głowę opaska, włosy podkręcone prostownicą i voilà!

4 komentarze: