Musicie mi wybaczyć ostatnią nieobecność na blogu i poważne braki w udostępnianiu postów. Niestety, zbliża się koniec semestru, a to oznacza dla studenta największy koszmar - sesję. Mój kalendarz pęka od nadmiaru terminów zaliczeń, egzaminów i prezentacji, a cały ten miesiąc przypomina bieganie po polu minowym. Oprócz tego, nie jestem w stanie naładować baterii do swojej lustrzanki i nie mam zielonego pojęcia co może być tego przyczyną - czy aparat, czy ładowarka, czy baterie. W związku z całym tym fatum, nie mam dla Was niczego szczególnego. Wspierający moją twórczość współlokator, powiedział ostatnio, żebym napisała w końcu coś ciekawego, bo ciuchy go nie interesują, np. coś o samochodach albo siedzących kotach. Samochody to nie moja działka, a koty (siedzące, leżące, latające) opanowały już chyba każdą stronę internetową na świecie, więc też nie będą niczym wyjątkowym. Brakuje mi pisania, więc pochwalę się chociaż zdjęciami z przygotowań do zeszłotygodniowej imprezy. Temat przewodni - lata 20. Kompletnie nie miałam pomysłu co na siebie włożyć, a już na pewno nie chciałam wydawać pieniędzy na jednorazowe ubrania. Całe szczęście mam w mieszkaniu jeszcze trzy kobiety, które udostępniły mi swoje szafy i dzięki temu udało mi się skompletować całkiem niezły zestaw. Zdjęcia (o wstydzie) robione telefonem z racji na wspomnianą wcześniej niedyspozycję aparatu. Obiecuję, że jak tylko rozbroję te wszystkie bomby na uniwersytecie a mój aparat znów zacznie ze mną współpracować, wrócę do Was z czymś lepszym.
Gdy tylko wstukacie w Google 'lata 20', pojawią się przed Wami zdjęcia kobiet dosłownie obwieszonych perłami. Były one podstawą i obowiązkowym dodatkiem. Więc ja też poszłam w perełki.
Mój ukochany pierścionek, z jeszcze bardziej ukochaną Audrey.
Srebrne baleriny z Parfois, które NARESZCIE miałam okazję założyć.
Czerwona szminka była modna w latach 20, jest teraz i będzie zapewne także w kolejnym milenium. Niestety, prezentuje się perfekcyjnie tylko w zestawie z idealnym uśmiechem.
Sukienka pożyczona, czarna ze zdobieniami. Moim zdaniem idealnie wpasowała się w klimat imprezy.
No dobra, macie tego kota.
Kabaretki również były obowiązkowe. I również pożyczone :)
Całość mniej-więcej tak się prezentowała.
Na głowę opaska, włosy podkręcone prostownicą i voilà!
Tez zbieram Vogue ;)
OdpowiedzUsuńjak w ogóle można je wyrzucać? :D
UsuńPiękny i klimatyczny post :) <3
OdpowiedzUsuńhttp://fashionable.com.pl/
Bardzo dziękuję :)
OdpowiedzUsuń