niedziela, 31 stycznia 2016

Overstressed

Kiedy nerwy w strzępach a paznokcie doszczętnie obgryzione to znak, że stres wymknął nam się spod kontroli. Osobiście nie jestem w stanie przetrwać kilku dni nieustającego napięcia, bez wyrwania sobie z głowy 1/3 tego co na niej wyrosło. Podjęłam więc bardzo szybką i spontaniczną decyzję o wyjeździe do babci i urządzeniu sobie kilkudniowej terapii odstresowującej. Co najlepiej na mnie działa?
serial - każdy kto zdążył mnie odrobinkę lepiej poznać wie o mojej obsesji na punkcie Seksu w Wielkim Mieście. Żaden, ale to żaden serial nigdy nie był (i chyba już nie będzie) w stanie choć trochę przygasić we mnie tej miłości. Każdy odcinek znam na pamięć, a cytatami potrafię rzucać od tak. Oczywiście nie znaczy to, że ograniczyłam się tylko do tej jednej produkcji. Na moim ekranie widniał także Dr. House, Game of Thrones, Supernatural, The Originals i wiele, wiele innych. Moje ostatnie odkrycie? Lucyfer. Wypuszczone zostały dopiero dwa odcinki, ale gwarantuję, że się zakochacie!
książka - na stres potrzebuję czegoś więcej niż to co zwykle czytuję. Kiedy po mojej głowie biega mnóstwo niezałatwionych spraw, nie jestem w stanie skupić się na zwyczajnym tekście i z czytania ze zrozumieniem często nic nie wychodzi. Na stres pomaga mi (uwaga, uwaga) poezja. Już w gimnazjum podkradałam mamie jej malutkie książeczki z wierszami. Kilku do dziś nie zwróciłam, towarzyszą mi więc na studiach. Wracam do nich gdy gramatyka współczesna języka serbskiego przestaje działać na mnie relaksująco.
pupil - to, że zwierzęta mają w sobie coś kojącego wie chyba każdy, kto posiada jedno w swym domu. W moim obecnym domu są aż trzy. Nic tak nie uspokaja jak brzdęk tłuczonego szkła, odgłos przeżuwanych dokumentów czy zawody na najmocniejsze struny głosowe w całym domu. Najlepszy moment w ciągu dnia? Gdy mój Klaus wtula się we mnie wieczorami, z łapkami zarzuconymi wokół mojej szyi, z wdzięczności chyba, że za te wszystkie porwane z talerza kotlety nie wystawiłam go jeszcze za drzwi. Najgorszy? Gdy z rozpaczy, że jego miska o 7 nad ranem wciąż zionie pustką, budzi mnie donośnym MIAU. Zwierzęta to skarb.
blogi - pisanie, czytanie, przeglądanie - to akurat nieistotne. W sferze blogowej spędzam zdecydowanie więcej czasu niż na innych 'pożeraczach czasu', więc to one skutecznie skracają mój dzień nawet o kilka godzin. Nic nie poradzę, że po odwiedzinach na moich ulubionych blogach, udekorowanych dodatkowo pięknymi zdjęciami, czuję się jakaś spokojniejsza. Zostawiam linki do moich ulubieńców: Cajmel, Jestem Kasia, makelifeeasier, bykiki, raspberry and red.
zakupy - chyba nie muszę wyjaśniać, prawda? Jedyny stres jaki może mnie wtedy spotkać, to moment kiedy spodnie podczas mierzenia nagle zatrzymują się w biodrach i zaczynam żałować tej popołudniowej pizzy.
klimat - i wszystko co się na niego składa - zapach, dźwięk, oświetlenie. Żeby czuć się zrelaksowana, musi być odpowiedni. Jedną z moich miłości są zapachowe świece. Niestety posiadanie ciekawskiego kota nie pozwala mi na korzystanie z nich tak często jak bym chciała. Nie przeszkadza mi jednak to w posiadaniu połowy świeczkowego asortymentu Ikei. Jeżeli chodzi o dźwięki, jestem fanką odgłosów natury. W realu i w słuchawkach. Najbardziej uspokaja mnie dźwięk morza. Musicie wiedzieć, że ludzie znad morza tak naprawdę rzadko korzystają z możliwości wybrania się na plażę. W końcu mają to na co dzień. A potem wyjeżdżają na studia i tęsknią, tak jak ja.

Wracam dokarmiona, wypoczęta i (prawie) zmotywowana do nauki. 












model: Hades
zdjęcia: Nina

1 komentarz:

  1. Jeśli chodzi o seriale to mogę ci jeszcze polecić "Orange is the new black"

    OdpowiedzUsuń