Piszę do Was prosto ze szczerego pola, jakieś 40 km od Wrocławia. To kolejne takie wydarzenie w moim życiu, pozwalające mi wierzyć we wrodzoną złośliwość wszelkich środków transportu. Od dziś już nigdzie się nie spieszę, bo mówię Wam, te mechaniczne zołzy potrafią to wyłapać. Jednakże, najwidoczniej tak niespodziewany pobyt na łonie natury sprzyja mojej twórczości. Może dlatego, że nie mam nic innego do roboty, a może to czar tych pięknych, zielonych (no dobra, żółtych) pól. Już ponad godzinę temu miałam nareszcie powitać mój kochany Wrocław. Niestety, autobus rozkraczył się w samym środku niczego, nasz kierowca, po czwartym z kolei papierosie wciąż nie wykombinował co się stało, pan z pieskiem potruchtał gdzieś w las. Słyszę też lament o opóźnionym wieczorze kawalerskim, a ja leżę w cieniu drzewa, na trawie. Podobnie jak reszta niezadowolonych. spóźnionych na wszelkiego rodzaju spotkania i eventy pasażerów. Brakuje mi tylko słomianego kapelusza i już zupełnie wpasowałabym się w tą sielską scenerię. Może zastanawiało Was dokąd zniknęłam na tak długo, otóż jak już zdarzyło mi się wcześniej wspomnieć, byłam ostatnio niezmiernie zapracowaną kobietą. Musiałam zarobić jakoś na te moje wiejskie kiecki i mokrą karmę Klausa.. Od dnia przedwczorajszego jestem już wolnym (i nawet troszkę bogatszym) człowiekiem i choć trauma, że nie uda mi się wyciągnąć gofrów na czas zostanie ze mną jeszcze na dłuższy moment, oficjalnie rozpoczęły się moje studenckie wakacje. Będę kursować między Wrocławiem, Warszawą i Śląskiem, aby na samym końcu września, odnaleźć wreszcie spokój w moim ukochanym Londynie. Powstanie z tego na pewno sporo materiału, którym bardzo chciałabym się z Wami podzielić. Ostatni dzień w Mrzeżynie poświęciłam na pluski w morzu, przewroty na piasku i zdjęcia, które zostawiam Wam poniżej.
Słońce prawie zaszło, więc uciekłam na zapiekanki.
A taką niespodziankę zastałam w lesie. Nie zgadniecie, co było w środku ;)
boyfriend's shirt | shorts DIVERSE | sunglasses H&M | shoes H&M
Zdjęcia przepiękne! :)
OdpowiedzUsuńNawet nie wiedziałam, że wybierasz się do Londynu, ale mam nadzieję, że niedługo się dowiem z listu :)
Pozdrawiam i całuję,
Iza z listów :*
PS. Mój mężczyzna ma takie same buty... :)