sobota, 2 stycznia 2016

New Year, old me

Poprzedni rok zmienił wiele i paradoksalnie bardzo mało. Nadal nie potrafię gotować, poziom mojej prokrastynacji nie uległ pomniejszeniu, wciąż zakochuję się w mgnieniu oka (w ludziach, miejscach, przedmiotach), nie nauczyłam się też oszczędzać. Swoją niesamowitą zdolność do organizacji pokazałam jakąś godzinę przed imprezą sylwestrową, gdy w największej panice przypomniałam sobie, że nie zabrałam ze sobą kompletnie niczego, co nadawało by się na kreację. Miałam przecież wrócić na sylwestra do Wrocławia! Chcąc nie chcąc, trzeba było działać z tym, co było pod ręką. Dla zachowania spokoju ducha, złapałam aparat i popstrykałam odrobinę.  









 Autorką zdjęć jestem ja. 
top STRADIVARIUS | bracelets STRADIVARIUS | skirt SINSAY | bag RESERVED | shoes LASOCKI

Moja lista postanowień noworocznych nie jest ani długa ani okazała. Na początek jakaś wygrana na loterii, niezliczone dalekie podróże, romantyczne oświadczyny, idealna figura na wakacje, a z tych mniej prawdopodobnych - chciałabym zaliczyć II rok studiów. Co do faktycznego procesu planowania, każde postanowienie, małe czy duże, zaczyna się w moim przypadku słowami 'kiedy już będę bogata...'. Oczywiście pieniądze szczęścia nie dają, ale można dzięki nim podróżować. Bo jak można być nieszczęśliwym spacerując po Manhattanie, kupując kwiaty i antyki na londyńskim Notting Hill, czy też po prostu leżakując nad Adriatykiem, z drinkiem w dłoni i słomianym kapeluszu na głowie? Niektórzy nie wyobrażają sobie nieszczęścia w Ferrari, ja nie wyobrażam sobie nieszczęścia na urlopie. Zanim jednak stanę się kobietą sukcesu, ułożyłam sobie odrobinę mniej ambitną listę pod tytułem: 'Jak sobie uzbieram'. Zamiast więc mamić Was obietnicami pełnymi zgubnej nadziei (schudnę, schudnę schudnę), wrzucam po prostu moją noworoczną listę 'must have'.

W mojej szafie królują same czarne, poważne, żałobne wręcz płaszcze. Czas na coś mięciutkiego, ciepłego i trochę mniej 'na serio'. 
















Przyznaję - mam obsesję na punkcie szarych swetrów. Jednak pomijając fakt, iż w szafie mam ich około 312, nie posiadam żadnego z trójkątnym dekoltem! To wystarczający powód, aby sprawić sobie kolejny.















Jeśli chodzi o koszule, zdecydowanie jestem bardziej za tymi w typie dziewczyny informatyka, niż białymi, eleganckimi, które niestety kojarzą mi się jedynie z największym koszmarem podstawówki - strojem GALOWYM.
















Zdaję sobie sprawę, że zima w tym roku również nie wpadnie i, że wielkie szale za moment pewnie wyjdą z mody, ale nie obchodzi mnie to. Zawsze mogę go później używać jako koca.















 Balerinki. Jakiekolwiek. Moje ulubione, najwygodniejsze, najlepsze na wszystko obuwie. Tym dziwniej, że obecnie w moim zbiorze znajduje się zaledwie jedna para. Wiosna przecież już za niedługo, prawda?














Listonoszka. Lub po prostu mała torebka. A najlepiej od razu dwie! Jedna czarna (wiadomo, uniwersalizm) druga w kolorze, co by odrobinę przełamać mój (ostatnio częsty) look czarnej wdowy.














Jak zostało powiedziane w 'Wyznaniach zakupoholiczki' - ''człowiek ma prawo do bielizny''. Zwłaszcza do tak pięknej i oryginalnej jak ta od godsavequeens.















Olympus Pen E-PL7 to coś zdecydowanie z kategorii 'kiedy będę bogata...', ale warto mieć marzenia moi drodzy. Zakochałam się w nim od pierwszego wejrzenia, niestety bez wzajemności.











Coś dla umysłu - książka Aleksandry Boćkowskiej pt. 'To nie są moje wielbłądy'. Jest to pięknie wydany album, pełen historii, archiwalnych zdjęć i grafik, w którym autorka przedstawiła najważniejsze zjawiska kształtujące modę PRLu. Wszyscy wychwalają, więc przeczytam!















Bądźcie szczęśliwi. Najzwyczajniej w świecie. Tego właśnie życzę Wam w 2k16 roku.

2 komentarze:

  1. Właśnie wtedy kiedy rozgladałam się za aparatem zepsuł mi się laptop i po planach fotograficznych :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. całe szczęście do tego typu planów zawsze można wrócić! :)

      Usuń