Pamiętam,
że dopóki we włoskiej restauracji, przed czterema laty, nie spróbowałam po raz
pierwszy owoców morza, wzdrygało mnie na samą myśl, że miałabym zjeść chociażby
krewetkę. Nie wiem czy zadziałał wtedy prawdziwie włoski klimat miejsca,
wspaniałe zapachy czy uśmiech przystojnego kelnera, ale z największym apetytem
zjadłam całą miskę owoców morza z makaronem. Od tamtej pory jestem ogromną
fanką zarówno krewetek, jak i bardziej 'ekstremalnych' przysmaków - kalmarów,
ośmiornic, homarów czy małż. Całe szczęście, nie muszę czekać okrągłego roku na
szansę spróbowania swoich ulubionych dań podczas wakacji. W moim rodzinnym
domu, prawdziwym mistrzem takiej kuchni, jest mój tata. Powrót do domu był więc
idealną okazją, aby podzielić się z wami przepisem na mule (czyli małże). W
rolach głównych: tata jako kucharz, ja - pilna uczennica i mama za obiektywem
aparatu.
SKŁADNIKI:
• małże (1 kg)
• białe wytrawne wino
• czosnek (2 główki lub więcej, w zależności od upodobań)
• cebula
• pęczek natki pietruszki
• bagietka
• 2 łyżki masła
• oliwa
Małże płuczemy dokładnie w zimnej wodzie. Oczyszczamy je z wszelkich zabrudzeń a potłuczone muszle od razu wyrzucamy. Jeśli znajdziemy otwartą małże, należy postukać nią delikatnie aby się zamknęła. Jeśli to nie nastąpi, może to oznaczać, że jest ona już nieświeża i najbezpieczniej będzie ją wyrzucić.
Kroimy drobno cebulkę, siekamy czosnek...
Obrywamy listki z natki pietruszki, a następnie również je siekamy.
Składniki są gotowe.
Bagietkę kroimy na kawałki, smarujemy masłem, przyprawiamy (według upodobań) i wkładamy do piekarnika na ok. 10 minut.
Masło z odrobiną oliwy rozpuszczamy w garnku, uważając aby się nie przypaliło.
Do masła wrzucamy cebulkę i czekamy aż się zeszkli. Po chwili dodajemy czosnek, krótko smażymy go razem z cebulką.
Dolewamy kieliszek białego wina.
Wrzucamy do garnka mule i gotujemy je do momentu aż wszystkie się otworzą. Pamiętajcie, zamknięta = zepsuta.
Na chwilę przed podaniem dorzucamy do garnka pietruszkę oraz odrobinę soli i pieprzu. Mieszamy składniki.
Kilka pstryknięć w międzyczasie...
Kolację podano!
Smacznego!
Autorką wszystkich zdjęć jest moja mama.

Nigdy nie jadłem muli. Może kiedyś mi przyrządzisz? ;) Bardzo ładne zdjęcia i kuchnia też ładna!
OdpowiedzUsuńzrobię Wam ;)) dziękuję!
UsuńMniam, aż się głodna zrobiłam! Może kiedyś sama wypróbuje!
OdpowiedzUsuńŚwietne zdjecia! Dziekuje za komentarz u mnie :*
Pozdrawiam.
również dziękuję i nie ma za co ;*
UsuńMacie taką tradycje że gotujecie razem? Jeśli tak to pozazdrościć :)
OdpowiedzUsuńczasem nam się zdarza ;)
UsuńJadłam raz w życiu mule w restauracji Road American Restaurant we Wrocławiu, były naprawdę bardzo smaczne :) Sama niestety nie umiem ich przyrządzić w domu
OdpowiedzUsuń