czwartek, 22 października 2015

Krumlov

Każdy z nas ma takie miejsce. Miejsce, w którym był może raz, dwa razy w życiu lub takie, do którego wraca każdego roku. Takie, które nigdy nie mogłoby być jego domem, ale z jakiegoś powodu, chce tam ciągle wracać - dosłownie i myślami. Jeżeli chodzi o mnie, byłam przekonana, że nic nie będzie w stanie zrzucić Londynu z pierwszego miejsca. W tym roku, pojawił się jednak ogromny konkurent. Nie byłam entuzjastycznie nastawiona kiedy tam dotarliśmy. Zawsze wydawało mi się, że Czechy pod kątem atrakcji turystycznych, nie różnią się niczym od Polski. Wydawało mi się, że to co warte zobaczenia, jest o wiele dalej od naszej granicy. Czeskie miasteczko Krumlov udowodniło mi, że bardzo się myliłam. Mogłabym użyć wielu słów, ale nie zależy mi na tym, aby opowiadać wam o tym miejscu, chciałabym je wam pokazać. 


Na samym początku naszej wędrówki po miasteczku, udało nam się trafić na targi rzemiosła. Spędziliśmy przy stoiskach przynajmniej godzinę, a wcale nie było ich dużo! Mogliśmy zobaczyć wyroby ze szkła, skóry, lnu, drewna, ceramiki, metalu oraz farbowane tkaniny. Mnie oczywiście najbardziej zainteresował  miś. 


Gdy zobaczyłam Pana ze zdjęcia mozolnie skubiącego kształty w bloku drewna, przyznam szczerze, że w pierwszej chwili nie miałam pojęcia do czego one służą. Uświadomiła mnie mama - są to foremki do pierniczków.


Horni Hrad - Górny Zamek, drugi największy zamek w Czechach, usytuowany na skale wznoszącej się nad miasteczkiem. Nasz pierwszy przystanek.


Ulubiona uliczka mamy w całym Krumlovie. Sfotografowana około 100 razy, oto jedne z niewielu, zdjęcie niezawierające głowy/nogi/ręki innego turysty.


Uroczy sklepik z piernikami na jednej z uliczek miasta.


Urokliwa kawiarenka tuż obok naszego drugiego przystanku - "Egon Schiele art centrum". Galeria sztuki ukazująca życie i twórczość kontrowersyjnego malarza Egona Schiele, a także wielu innych Czeskich artystów. Jego obrazy tak mnie zachwyciły, że kupiłam plakat z jednym z nich. Zawiśnie on w łazience, w nowym mieszkaniu (na pewno jeszcze się wam pochwalę). Niestety fotografowanie wnętrz i obrazów było zabronione. 


Musicie mi wybaczyć reklamę, na zdjęciu widnieje po prostu niezbędny kompan naszej wędrówki w 37 stopniowym upale. 


Trzecim przystankiem było "Museum Fotoatelier Seidel", miejsce, w którym rozwijała się XIX wieczna fotografia. Dom pełnen starych mebli, fotografii, negatywów, sprzętu fotograficznego a także pamiątek po samym Josefie Seidelu. Dla jego atelier (pracowni), naprawdę warto tam zajrzeć.



Klimatyczny pokój gościnny w "Museum Fotoatelier Seidel"




Moja mama bardzo lubi stare okiennice.


Moja mama KOCHA stare okiennice.


Wszystkie zdjęcia są autorstwa mojej mamy

6 komentarzy:

  1. Cudownie przypomnieć sobie te magiczne uliczki. Świetnie je opisałaś.

    OdpowiedzUsuń
  2. cudowne zdjęcia <3 http://hihania.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Wow jest tam pięknie :) w sumie to nigdy czech nie zwiedzałem ^^. Widzę, że warto

    OdpowiedzUsuń